Wielkanocny prawie maraton

Square

26 dni do startu

Z powodu choroby i świąt, jeden krótki bieg 20 minutowy w tym tygodniu wypadł. Dodatkowo w niedzielę nie mogłem biegać, bo było to dzień świąteczny i późno wróciliśmy od rodziców, za to „lany poniedziałek” idealnie nadawał się na najdłuższy w moim życiu trening 3:20h!

Wstaliśmy rano wcześnie i stoczyli z dziećmi bitwę na wodne pistolety. Po śniadaniu i wypadzie do kościoła przyszła pora na wspólny wypad do lasu. Tym razem wybraliśmy się całą rodziną. Wszyscy na rowerach – tylko ja biegiem. Było bardzo ciepło (22C) i słonecznie więc wzięliśmy dużo picie. Kiedy dzieci odpoczywały, ja biegłem dalej bez przerwy i za chwilę do nich wracałem. Tak zrobiliśmy 20km. Przez ten czas biegłem szybciej niż ostatnio taki długi dystans, czyli próbowałem się z tempem 5:00m/km.

trening

Przez 22km udawało mi się, aż przyszedł kryzys. Wypiłem 0,5l izotonika, ale tym razem już nie pomogło. Zrobiłem sobie skrót w lesie i wbiegłem w mało uczęszczaną ścieżkę, która okazała się ślepa. Zatrzymałem się w środku lasu i zrezygnowany po chwili zacząłem truchtać w stronę drogi. W końcu wróciłem na trasę, ale zwątpiłem już że uda mi się w tym tempie przebiec całego treningu. Słabłem z każdym kilometrem, na 32km znowu na chwilkę przystanąłem, bo myślałem, że mi serce nie wytrzyma. Tempo spadło do 6m/km i resztką sił dotarłem do domu. Po biegu czułem się bardzo źle, osłabiony, miałem zawroty głowy.

Dystans: 37KM
Czas: 3g:26m:14s

 

Analizując bieg okazuje się, że choroba mocno minie osłabiła, nawet izotoniki nie pomagają, jak organizm jest osłabiony. Przy 10km tego w ogóle nie czułem dopiero przy ekstremalnym wysiłku to wychodzi.