Star Wars – budowanie relacji z dziećmi

Square

Gwiezdne wojny zajmują w moim życiu zaszczytne miejsce. Każdy człowiek ma swoja hierarchię wartości: Bóg, miłość, rodzina, pieniądze, kariera, sztuka, itp. W mojej pierwszej dziesiątce mieści się pozycja – Gwiezdne Wojny.

Kim jest fanboy?

Duży wpływ na mnie w dzieciństwie wywarła IV cześć sagi pt: „Powrót Jedi”. Miałem wtedy około 8-10 lat (dokładnie nie pamiętam), ale musiałem iść na ten film do kina, bo wszyscy w szkole już o tym gadali, aż w końcu ubłagałem tatę i wybraliśmy się razem do kina. To jedno z moich najlepszych wspomnień z dzieciństwa, kiedy z tatą siedzimy w mysłowickim kinie „Adria” i razem przeżywamy niesamowite przygody rycerzy Jedi. Jednym z moich koszmarów była też postać z tego filmu – okropny potwór, który pożarł świnkę strażnika – RANCOR!

RancorOd tamtej chwili chciałem być jak Luke Skywalker, jeździliśmy na wycieczki szkolne w góry do Istebnej i kupowałem kolejne gumowe ludki do swojej kolekcji, chociaż połowy z nich nie znałem, ale mogliśmy się nimi bawić z kolegami, latać między drzewami w lesie, nurkować w górskich strumykach i strzelać szyszkami. Na poniższym zdjęciu zebrałem te, które na pewno miałem i je dobrze pamiętam. Zaczęła się też u mnie wtedy fascynacja światem SF, pierwsze książki Lema, czasopismo „Mała Fantastyka” no i bardzo rzadko filmy np: w sobotę po Dropsie „Jazon z gwiezdnego patrolu”. Kto to dziś pamięta?

tat

Zainteresowanie i wspólny temat z dziećmi

Teraz, kiedy mam dzieci, podobnie jak niektórzy tatusiowie, kupując im zabawki, robię przyjemność również i sobie. Spełniam swoje marzenia, których nie mogłem realizować w dzieciństwie. Zaczęło się od klocków lego, posiadamy skromną kolekcję na wystawce na półce. Dostaliśmy album lego Starwars w którym są wszystkie zestawy z serii, jakie zostały wydane i dzieci potrafią siedzieć i gapić się na nie godzinami. Wiedzą już ile razy został wydany Luke Skywalker, albo hrabia Dooku, ile kosztuje największy Sokół Millenium, i z ilu tysięcy klocków się składa. Listy do św. Mikołaja zawierają nazwy i numery zestawów lego SW, oczywiście większość kosztuje powyżej 1000 zł, jak np: Lego SW 10236 Ewok Village (wioska białego drzewa). Wśród znajomych rodziców zauważyłem podczas rozmów 2 zasadnicze podejścia do kwestii kloców:

  1. Układamy zestaw i odkładamy na półeczkę, a jak się zakurzy, to z powrotem do pudełeczka.
  2. Wszystko w jednym pudle i zabawa kreatywna, co mi przyjdzie do głowy.

Od dziecka marzyłem o lego i przeglądałem niemieckie katalogi z zestawami, które nie były osiągalne w Polsce, a z czasem pojawiały się książeczki i z kolegami przeglądaliśmy pokazując: „O to chce, to i to!”. Zastanawiam się teraz, co musieli myśleć moi rodzice, kiedy nie zawsze mogli spełnić moje zachcianki. Raz w końcu dostałem większy zestaw pod choinkę – salon motocyklowy, miałem wtedy mnóstwo kolegów, bo wszyscy chcieli się nim pobawić.

Tłumaczę się w ten sposób, dlaczego jestem zwolennikiem podejścia nr 1. Żona śmieje się, że czasem w sobotę idę z dziećmi posprzątać w pokojach i znikam na pół dnia kompletując zestawy. Jestem prawie jak „Lord Biznes” z bajki „Lego przygoda” na szczęście jeszcze ich nie kleję i nie krzyczę na dzieciaki, jak mi poburzą. W końcu doszliśmy do kompromisu: klocki z serii SW stoją na półeczkach i zachowujemy pudełka i instrukcje, a reszta jest wymieszana w dużym pudle (przydaje się do budowania baz i schronów). Można? Można!