Przełamanie

Square

97 dni do startu

Wreszcie jakieś zmiany. Koniec 2 tygodnia treningów, długi bieg 1:45h. Wieczór, ciemno, kropi deszcz. Zastanawiam się, czy lepiej nie odpuścić sobie treningu, ze względu na małą kontuzję w lewej nodze. Ostatecznie zmobilizowała mnie Agata,  może przebiegną krótszy odcinek, ale zawsze zaliczę trochę ruchu.

Z tym założeniem, po krótkim rozciąganiu włączam sprzęt i wybiegam na mokre ulice. W pierwszej minucie wysiada mi zegarek! Prawdopodobnie bateria zdechła w moim Garmin FR60, zresetował się i wszystko skasował (ustawienia zawodnika, treningi). Nie ma czasu na sprawdzanie, zakładam, że to bateria i pozostaje mi pomiar z telefonu na endomondo.

Na początku tempo bardzo wolno, prawie 7 min./km, ale mam w perspektywie długie męczarnie z bolącą nogą. Trasę wybrałem po mieście, żeby mieć oświetloną drogą i nie skręcić sobie kostki przypadkiem, jednocześnie z założeniem , ze w każdej chwili mogę wybrać skrócony wariant i wrócić do domu. Noga trochę boli, ale myślę sobie o dzielnej Justynie Kowalczyk, która dzień wcześniej na olimpiadzie w Soczi biegła z bólem stopy i zajęła 6 miejsce. Okazało się , ze miała złamaną kość śródstopia, musiało to bardzo boleć, zwłaszcza przy takim obciążeniu jak wyścig olimpijski. Chyba nafaszerowali ją środkami przeciwbólowymi 😉

Ustawiłem nową muzykę dla urozmaicenia: Pearl Jam – Ten, Metallica – Kill’em All i Master of puppets. Klimaty bardzo energetyczne i dodające sił, na „Seek & Destroy” dostałem ekstra przyśpieszenia, i pod koniec na tytułowym „Master of puppets” finiszowałem dobiegając do domu. Muzyka ma jednak znaczenie przy bieganiu inaczej było by to strasznie nudne. Zastanawiam się, jak to będzie podczas maratonu. Każdy bajer utrudnia długi bieg i może być uciążliwe noszenie słuchawek i opaska na ręce, więc chyba pobiegnę bez telefonu. Zapis będzie tylko z garmina. Rezygnuję wtedy z rejestracji mapy w endomondo, podpowiedzi trenera o kolejnych odcinkach no i muzyki. Muszę w czasie treningów bardziej opierać się na pomiarach garmina, nie endomondo. W czasie maratonu, będę raczej myślał o utrzymaniu tempa, niż o interwałach i muzyce. 

Na koniec najlepsza wiadomość – ból zniknął!!! Jestem jeszcze zielony w kwestiach biologi, budowy mięśni i nie mogę wskazać co było przyczyną bólu, ani przyczyną zniknięcia bólu. Podejrzewam, że pierwsze biegi po górach też miały wpływ na przeciążenie mięśni, czy ścięgien. Przez tydzień biegałem z bólem, smarowałem nogę, robiłem rozgrzewki i rozciągania przed i po biegu. Tymczasem nagle podczas niedzielnego biegu po 1h zdałem sobie sprawę, że ból ustąpił. Początek biegłem bardzo wolno i stopniowo zwiększałem tempo wraz ze zmianą interwałów. Cały czas noga dokuczała i w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że nie czuję bólu. Wtedy dopiero złapałem wiatr w żagle.

To była wielka ulga, znów uwierzyłem, że jestem w stanie dobrze się przygotować i osiągnąć dobry wynik na maratonie.

Może rozbiegałem ten ból, mięsień i ścięgna się rozgrzały, rozciągnęły i podporządkowały pod długotrwały umiarkowany wysiłek. Może organizm po prostu przestał się buntować i pogodził z tym, że musi ciężko pracować przez najbliższe tygodnie. Objętości treningów i natężenie wysiłku będzie stopniowo rosnąć ;)))))))))