Hillsong United European Tour – Poprad

Square

Najlepszy na świecie zespół tworzący kulturę chrześcijańską ruszył z Australii w trasę po Europie i …omija Polskę. Nie wiem dlaczego, ale to dla mnie nie jest żaden problem, żeby dojechać na najbliższy koncert 300 km do słowackiego Popradu.

Trasa Hillsong po Europie

Nie słyszałeś nigdy o Hillsong? To jest, można powiedzieć, jeden z największych i najbardziej popularnych kościołów chrześcijańskich na świecie. Dokładnie nie znam ich struktury, ale odkąd pamiętam, zawsze istnieli i nadawali ton muzyce chrześcijańskiej. Ich piosenki są tłumaczone i śpiewane prawie w każdej wspólnocie na świecie. Są inspiracją, bo zachwycają poziomem muzycznym i jakością, która przewyższa często największe gwiazdy muzyki pop. Nie jestem aktualnie na bieżąco z tym co robią, ale czytałem, że pod swoim szyldem mają mnóstwo inicjatyw, kościoły na świecie, zespół muzyczny, grupy młodzieżowe, aktywność kulturalna, działalność charytatywna itd…

hillsong poprad

Wyprawa w tatry

Mój kumpel, Krzysiek dowiedział się przypadkiem, że będą grać w Popradzie i zaproponował wspólny wyjazd. Zawsze marzyłem o tym, żeby być na ich koncercie, wziąć udział w tym niezwykłym wydarzeniu, moja wymarzona podróż do źródła. Szybko sprawdziłem ich trasę i okazało się, że Poprad jest najbliżej. Trasa koncertowa biegła przez kraje Europy zachodniej Niemcy, Holandię, Austrię i na szczęście Słowację. Byłem zaskoczony, bo Agata od razu się zgodziła na propozycję wyjazdu i nawet załatwiła sobie urlop w pracy (koncert był w poniedziałek 01.02.2016) i nagrała jeszcze babcię do opieki nad dzieciakami. Kupiliśmy szybko 5 biletów (oczywiście na płytę) i umówiliśmy się na podróż. Jeden samochód, naszy Scenic w 5 osobowym składzie: kuzyn z żoną, znajomy ksiądz i my. Okazało się, że takie oderwanie od codzienności, w dobrym towarzystwie – z żoną i przyjaciółmi, jest niezwykłą wartością i gdyby Hillsong przyjechał do Gliwic, nie mielibyśmy aż takiej frajdy. To był cały dzień dla siebie, ze świadomością niezwykłego finału u celu podróży. Podróż w Tatry zawsze jest warta wysiłku, nawet jak zimą na Podhalu nie ma śniegu, to szczyty w oddali są piękne i całe bielutkie. Obiad góralski w Bukowinie Tatrzańskiej z super widokami smakował wolnością, potem jeszcze deser, kawa i dalej na Słowację.

Poprad Arena wielkie tłumy i ciasno

Dotarliśmy pod Poprad Arenę godzinę przed czasem i całe szczęście, bo zaczynała się już zbierać wielka rzesza fanów. W głównym holu, pośród stoisk z książkami po słowacku, była wielka recepcja, gdzie dostaliśmy opaski wejściowe na rękę. Nie można było już kupić niczego Hillsong’ów, materiały rozeszły się wszystkie już dzień wcześniej, podczas organizowanego przez gospodarzy festiwalu. Oprócz tego drobnego rozczarowania muszę przyznać, że organizacja koncertu była bardzo dobrze przygotowana, wszystko przebiegało sprawnie. Jedno jeszcze do czego mógłbym się przyczepić, to wielkość hali. Hala może pomieścić 5 tyś. ludzi i była wypełniona po brzegi. Jak na koncert takiej sławy to zdecydowanie za mało. Zobaczcie sobie na YouTube filmy z ich koncertów, co potrafią zrobić, tu niestety ograniczała nas wielkość hali.

12440669_10207332387922484_8010832863018384776_o

Koncert – mega profesjonalizm najwyższa światowa półka

Szybko przecisnęliśmy się prawie pod samą scenę, ale tam już było ciasno i coraz więcej nowych się wpychało. Obserwowałem ludzi, byłem bardzo zadowolony, że wreszcie jesteśmy, ale to oczekiwanie powoli mnie drażniło, było trochę duszno. Scena była uzbrojona w potężne kolumny, reflektory i wielkie ekrany. Dla tych, którzy stali trochę dalej, po dwóch stronach na gigantycznych telebimach puszczano filmy Hillsonga o muzyce, o misjach i spoty promujące ich nową płytę OPEN HEAVEN / River Wild Trailer.

Nawet gdy teraz to oglądam i przypominam sobie koncert, to przeszywają mnie dreszcze. Nie bywam już tak często na koncertach, ale mogę porównać to np. z wielkim na 40 tyś. koncertem U2, na którym byłem kilka lat temu na stadionie śląskim w Chorzowie. Tu była mniejsza skala, ale wszystko bardziej nowoczesne, wyświetlane w tle na olbrzymim ekranie wizualizacje, gra świateł no i oczywiście muzyka. Sądzę, że na największych imprezach muzycznych typu Opener Festival to już jest normą i najpopularniejsi DJ’e mają właśnie takie koncerty w formie przedstawienia, show, wielkiego widowiska, gdzie odbiera się nie tylko dźwięki ale i obrazy.

Ludzie, modlitwa, zabawa

Koncert zaczął się z prawie godzinnym opóźnieniem. Rozpoczęli delikatnie piosenką o Duchu, przywitali się i zaczęło się dziać coś dziwnego. Ci wszyscy ludzie dookoła, którzy jeszcze parę chwil temu denerwowali mnie pchając się na mnie i łaskocząc włosami po nosie, stali się jedną falą młodych, otwartych, rozmodlonych, dobrych ludzi. Koło mnie tańczył chłopak z Biblią w ręku, wielu z zamkniętymi oczami i wzniesionymi rękami modliło się z wielkim natchnieniem. Była to nie tylko rozrywka, ale też przeżycie duchowe. 4 frontmanów stało na całej szerokości sceny i zmieniało się miejscami w zależności czy to była ich piosenka, w której prowadzili.

W tyle wyświetlane były wizualizacje, które wzmacniały nastrój, dobrane odpowiednio do każdej części koncertu. Jeden z prowadzących opowiadał o swoim nawróceniu i obecnej działalności charytatywnej na rzecz dzieci w Indiach. Wyświetlili też kilkuminutowy film o tym, jak wygląda życie w slumsach, gdzie próbują pomagać, zakładając szkoły dla sierot. Kiedy wyszła dziewczyna i zabrzmiała pierwsza nuta z „Oceans” rozpoczął się szał radości i wrzaski, wszyscy to rozpoznali już po pierwszej nutce 😉 W pewnym momencie, jeden z liderów wprowadził nas w modlitwę CREDO i wszyscy po angielsku wyznawali wiarę. Myślałem, że credo modlą się tylko katolicy, a tu proszę – wszyscy na głos krzyczeli w co wierzą. W tym czasie podczas piosenki na ekranie leciały na nas sklepienia gotyckich katedr. Napięcie rosło, muzycy dawali z siebie wszystko, niesamowity był bębniarz, młody niepozorny chłopaczek a trzasnął parę potężnych solówek na wielkiej perce. Najbardziej jednak podobał mi się basista. Był dziki, czarny z bródką a na twarzy miał szalony, niepokojący uśmieszek. Ostatnie utwory to była już nowoczesna, szybka, tętniąca muzyka klubowa. Tłum szalał, podłoga pulsowała w rytm dudniących niskich tonów.

Profesjonalizm, sens kultury chrześcijańskiej, dla dzieci dla lepszego świata

Profesjonalny poziom na wielką skalę, sprzęt i talenty muzyków robiły niezwykłe wrażenie, ale nie to było najważniejsze, co odkryłem podczas koncertu. Ci ludzie!!! Uświadomiłem sobie, że warto robić super muzykę na takim poziomie, bo jest na to olbrzymie zapotrzebowanie. Dookoła mnie było tysiące młodych ludzi, którzy przyszli posłuchać dobrej muzyki i pobawić się w dobrym środowisku. Nie potrzeba było narkotyków, alkoholu, żeby poczuć się niezwykle (upić Duchem Świętym). Pomyślałem też nie tylko o sobie, o nas rówieśnikach, ale o moich dzieciach, tym młodszym pokoleniu, przed którym jeszcze okres dojrzewania i kontaktu ze światem. Oczywiście będziemy przechodzić ich okres buntu, ale zawsze mogę im delikatnie wskazać, że są ludzie świetni nowocześni i atrakcyjni, którzy wybierają życie wartościowe, dla których liczy się coś więcej niż nowy telefon, czy ciuchy. Dostrzegłem tam sens istnienia takiej kultury, która nie odbiega od modnego stylu współczesnego świata, ale oferuje dodatkowo ludziom młodym sens życia. Pomyślałem, że moje dzieciaki będąc w tej kulturze pozostaną w miarę bezpieczne (choć oczywiście narażone na zagrożenia) Nie będą miały kompleksów, że nie dążą tak jak większość, za pieniędzmi i „zachciankami” tego świata.