28 km to kawał czasu

Square

55 dni do startu

Urządziłem sobie w niedzielę „Bieg Piasta”. Plan wskazuje, że czeka mnie 2:40h truchtania i nie uwzględnia tego, że za oknem pada deszcz. Cały weekend ładnie słońce i cieplutko, a w niedzielę deszcz.

Plan treningowy jest bezwzględny i nie zwraca uwagi nawet na to, że w sobotę byliśmy na imprezce u chrześniaka, która przeciągnęła się nieco, prawie do 3:00 w nocy (czy nad ranem). Trudno, co robić. Ruszyłem o 19:30 w lekkim deszczyku. Las odpadał z wiadomych względów, więc ruszyłem w stronę centrum. Miałem kilka wariantów, ale w trakcie upływających kilometrów i minut, trasa zaczęła się klarować. Postanowiłem, że dobiegnę do stadionu Piasta Gliwice. Cel został osiągnięty na 12 km. Powrotną drogą wracałem przez centrum miasta. Bardzo to było przyjemne, mały ruch w niedzielę po 20:00 większość już siedzi ew domach i myśli o poniedziałku w pracy, dlatego samochodów mało na drogach i ulice puste, tylko ładnie świecą wystawy na ul. Zwycięstwa.

Bieg nie był strasznie ciężki, średnia prędkość utrzymana poniżej 6m/km, żadnych uciążliwych bólów nie było, może dlatego, że nie pokonałem 30km a bóle zaczynają się później, albo po prostu treningi zaczynają odnosić skutki 😉